Jako że zakładka "o mnie" mieści jedynie 1200 znaków, postanowiłam napisać osobny post, w którym nakreślę trochę sytuację oraz siebie.
Nie jestem szczególnie sumienną osobą. Mam dużo planów, a jakoś nie potrafię ich zrealizować. Ma to ogromne znaczenie, jeśli chodzi o pisanie. Wiele razy już się zdarzyło, że w mojej głowie coś się zrodziło, a ja albo nie potrafiłam tego skończyć albo nawet zacząć. Chciałabym, żeby tym razem było inaczej. Żebym tym razem skończyła to, co zaczęłam. Czy to się uda? Przekonamy się.
Od zawsze kochałam książki, pisanie i wszystko to, co nie może się przydarzyć w rzeczywistości. Kiedy byłam mała zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę pt. "Piesek Czaruś", każdy rozdział miał długość jednej kartki. Nie wiem dlaczego tak się uparłam na to ograniczenie, ale nigdy nie przeniosłam się na kolejną stronę. Wolałam dokończyć ściskając słowa na marginesie.
Oczywiście "książka" była pełna błędów i różnych głupot, w końcu czego można się spodziewać po dziecku. Poza tym zaczęłam dużo innych powieści czy opowiadań, które teraz leżą niedokończone w przeróżnych zeszytach.
Kiedyś moim największym marzeniem było wydanie książki w wieku dwunastu lat. Chciałam być tak wyjątkowa. Każdy by mówił o tej młodej dziewczynie. Teraz mam osiemnaście lat i moim marzeniem jest po prostu wydać książkę, która zostałaby doceniona. Zwłaszcza, że w mojej głowie znajduje się wspaniały pomysł, który zrodził się już w drugiej klasie gimnazjum. Wciąż mam wrażenie, że nie piszę na tyle dobrze, by zacząć przelewać go na papier. Teraz już nie posiadam jakiegoś celu ile mam mieć lat, po prostu chcę to napisać. Termin: przed śmiercią.
Jak do tej pory moim największym osiągnięciem są dwie wydane książeczki. Nie żebym sama je wydała - oczywiście, że nie. Są to zbiory opowiadań, autorzy to uczniowie mojej szkoły. Pisaliśmy je na konkurs, ale niestety nie przeszliśmy do dalszej części, mieliśmy za mało głosów. Uznaję, że to niesprawiedliwe. Trzeba po prostu namówić jak największą liczbę osób do głosowania, a ile z nich naprawdę to przeczyta? Niewielka ilość.
Ale odchodząc od tematu.
Przez jakiś czas nie miałam weny. Nie miałam ochoty ani pisać ani czytać. Odczuwałam to jako jakiś kryzys. Straciłam pasję i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Niby nic takiego się nie stało, ale czułam się jakoś pusto. Jak zwykły, nudny człowiek, który nie nada niczemu większego sensu.
Na osiemnaste urodziny dostałam od przyjaciela dwie młodzieżowe książki, były dopasowane pod mój gust, bo sama je wybrałam. To one sprawiły, że kochana wena wróciła. Że znów chcę tworzyć i czytać.
I tak oto powstał ten blog. Ostrzegam, że tematyka może nie być odpowiednia dla każdego. Opowieść kręci się wokół samobójstwa, może też dotyczyć innych kontrowersyjnych tematów.